poniedziałek, 9 lipca 2012

Dzisiaj nie będzie kosmetycznie


…ale od jutra się poprawię ;) od czasu do czasu mam wewnętrzną potrzebę pogadać o książkach. Ostatnio ze mną na kanapie przebywała książka Jodi Picoult – „Krucha jak lód”. Jeśli lubicie czytać, a wcześniej nie sięgnęłyście po książki Jodi musicie to koniecznie nadrobić. Autorka ma niepowtarzalny styl, pisze bardzo ładnym językiem, jej publikacje są pełne cennych spostrzeżeń na tematy zupełnie zwyczajne: miłość, rodzina, praca, wiara. Każda książka opowiada o rodzinie, w której pojawia się problem, natomiast w większości z nich przedstawione jest postępowanie przed sądem.



Tytuł odnosi się do sześcioletniej Willow, dziewczynki chorej na osteogenesis imperfecta (łamliwość kości), natomiast cała akcja książki skupia się na jej matce – Charlotte to kobieta silna, niezłomna, która cały życie podporządkowała choremu dziecku, martwi się o pieniądze dla Willow, na nowy wózek, na rampę koło domu, na specjalistyczne leczenie, na rehabilitacje po ciągłych złamaniach. Adwokat podpowiada jej rozwiązanie – może oskarżyć swojego położnika o ‘niedobre urodzenie’, czyli błąd w sztuce lakarskiej. Problem polega jednak na tym, że tym położnikiem jest jej najlepsza przyjaciółka. Charlotte staje przed wyborem: zaryzykować przyjaźń w nadziei na otrzymanie pieniędzy z lekarskiego ubezpieczenia czy nigdy tego nie zrobić i martwić się o utrzymanie ukochanego dziecka? Czy takie poświęcenie ma sens? Czy można oskarżyć kobietę, którą przez pół życia kochało się niemal jak siostrę? Nie będę odpowiadała na te pytania, ponieważ nie chcę zdradzać całej treści książki, dodam tylko, że nic nie jest proste ani oczywiste, a nawet po przeczytaniu książki na te pytania czytelnik musi sobie odpowiedzieć sam.

A dzisiaj wieczorem zaczynam: 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz