sobota, 30 czerwca 2012

Ostatni dzień czerwca


W czerwcu miałam kilku swoich ulubieńców. Lubię czytać takie posty (można się czymś zainspirować) dlatego postanowiłam stworzyć listę pięciu ulubionych rzeczy z kończącego się miesiąca. Nie będą to jednak ulubieńcy wyłącznie kosmetyczni : )
A zatem, w kolejności zupełnie przypadkowej:

- Truskawki!! Czerwiec to miesiąc truskawek, uwielbiam je w każdej postaci. 



- Highlighting Powder ( C01 fairy dust) Catrice – rozświetlacze na twarzy latem wyglądają wyjątkowo ładnie. Lubię produkt z catrice przede wszystkim dlatego, że jest drobniutko zmielony i tworzy na twarzy efekt tafli, a nie brokatu (który mi się bardzo nie podoba).


- Olej kokosowy – kosmetyk wielozadaniowy, cudownie pachnie kokosem, będzie na jego temat porządny post, bo mu się należy!


- kolczyki w kolorze koralowym (nosiłam je do białych zwykłych topów i do granatowych koszulek).


- spinka/pałeczka (?) do włosów, długo szukałam czegoś takiego, ale albo nie mogłam nigdzie znaleźć, albo było w zawrotnej cenie, a ten okaz udało mi się kupić w I am za całe 10 zł. Można nią uzyskać efekt artystycznego nieładu, ale nadaje się też do stworzenia schludnego koczka.



miłego weekendu :) 




piątek, 29 czerwca 2012

Książka w roli głównej


Zaciekawiła mnie okładka tej książki – słodki pączek z kolorowym lukrem, aż bije po oczach. Jednak tytuł mnie zniechęcił – myślałam, że to książka typu poradnik, który doradzi czytelnikowi jak przeorganizować życie, żeby było piękniejsze/bogatsze/dłuższe etc. Zapomniałam o książce na kilka miesięcy, ale kiedy ostatnio przeglądałam katalog biblioteki znów się na nią natknęłam i postanowiłam przeczytać.


 Jest to historia dwójki ludzi, którzy poznają się zupełnie przypadkiem na stoisku z warzywami w supermarkecie. On jest bogaty i nieszczęśliwy, ona znacznie biedniejsza i też nieszczęśliwa. Nie, nie będzie z tego żadnego romansu, wyłącznie przyjaźń. Richard znajduje się w momencie zwrotnym w swoim życiu: po tym jak prawie dostał zawału postanawia zmienić wszystko: chce znów spędzać czas ze swoim synem, odwiedzić dawno niewidzianego brata, znów zaczyna jeść niezdrowe rzeczy i patrzy na świat zupełnie inaczej, już więcej nie chce być samotnikiem i outsiderem. Cynthia natomiast ma dość swojego męża, który traktuje ją jak sprzątaczkę, kucharza, pracownika pralni i przedszkolankę, nie widzi w niej kochanej kobiety, nie docenia jej pracy i nie szanuje jej. Dwójka bohaterów porzuca swoje dotychczasowe życie i sprawia, że marzenia stają się rzeczywistością, a warto zaznaczyć, że nie jest to takie łatwe jak się wydaje. Książka nie zachwyca niebanalną fabułą ani ciekawym zaskakującym zakończeniem. Takie czytadło na trójkę, dramatu nie ma, ale wielkiego sukcesu też nie.


A na koniec kilka cytatów: „Macie w Ameryce imigrantów, którzy są książętami we własnych krajach. Przyjeźdżają tutaj i pracują na parkingach, ale są znacznie szczęśliwsi. Bo kimże jest król bez królestwa”
„-daczego kupujesz wóz kobiecie, która nie jest Twoją kochanką?
- Robisz dla innych to, czego nie możesz zrobić dla siebie”

czwartek, 28 czerwca 2012

Szybkie ukojenie

Łagodzenie objawów, które są charakterystyczne dla cery naczynkowej (rumień, popękane naczynka, bardzo wrażliwa skóra, uczucie pieczenia) to długotrwałe zadanie i nie ma się co oszukiwać, że bez dobrej, systematycznej pielęgnacji znajdziemy cudowny środek, który zadziała już po pierwszej aplikacji, chociaż producenci chcą nas przekonać, że to możliwe.




Produkt z Bielendy (seria kasztanowa) składa się z dwóch produktów zapakowanych w 5 gramowe saszetki. Pierwszy krok to serum uszczelniające naczynka, które ma na celu błyskawiczne wzmacnianie i uelastycznianie naczyń krwionośnych – nie zauważyłam takiego działania, natomiast serum dzięki żelowej konsystencji łagodzi uczucie pieczenia i uspokaja zaczerwienioną skórę.  
Krok drugi to maseczka łągodząca, która zdaniem producenta błyskawicznie koi i przynosi ulgę, a także nawilża i łagodzi podrażnienia – absolutnie ze wszystkim się zgadzam!


Oba produkty ładnie pachną i szybko się wchłaniają, nie pozostawiając tłustej, lepkiej warstwy na skórze. Często wracam do tych saszetek (zwłaszcza kiedy jest bardzo gorąco) ponieważ lubię uczucie chłodzenia i łagodzenia, które produkt daje mojej skórze.  Cena dwóch saszetek to ok. 4 zł. Produkt jest bardzo wydajny – wystarcza spokojnie na 4 razy. 


Nie mam popękanych naczynek na twarzy, dlatego nie jestem w stanie wypowiedzieć się czy serum+maska pomagają w walce z tym problemem. Mówiąc szczerze wątpię żeby jakikolwiek produkt drogeryjny był w stanie zniwelować popękane naczynka.  






poniedziałek, 25 czerwca 2012

Lip gloss


Byłam ostatnio w h&m planowałam kupić jakąś bluzkę albo koszulę, ale nic  mi się nie podobało, na pocieszenie wzięłam błyszczyk i pomyślałam: dlaczego nie zrobiłam o nich notki? Sama nie wiem! Uwielbiam błyszczyki z h&m: pięknie wyglądają na ustach, nie wysuszają, ładnie pachną, mają szeroką gamę kolorystyczną (są też różne wykończenia), są tanie i łatwo dostępne, a co najważniejsze – dają mój ulubiony efekt mokrych ust. Trochę się lepią, ale dzięki temu dłużej utrzymują się na ustach. Jak widać jedyny minus jest taki, że wzorki z opakowania się ścierają. 
(od lewej Rose toffee, Coral hibiskus) 


 Coral hibiskus - To mój ulubiony błyszczyk – (niestety już na wykończeniu) w koralowej bazie zatopione są malutkie różowe, niebieskie, srebrne, zielone drobinki, które tworzą na ustach bardzo ładny efekt.


Rose toffee – ciężko określić ten kolor – zgaszony róż z beżowymi tonami pełen srebrnych i różowych drobinek,  moim zdaniem bardziej odpowiedni na zimę, ale zdarza mi się malować nim latem.



(od lewej coral hibiscus, rose toffe) 

I na koniec mój najnowszy nabytek – coconut & mango – to różowy, bezdrobinkowy błyszczyk, idealny na dzień, faktycznie pachnie kokosem. Kosztował 6,90 zł, Cen pozostałych nie pamiętam, kupiłam je dość dawno ;)



śliczny, prawda? 


niedziela, 24 czerwca 2012

„Hi I’m dr House”


Weekend to dobry czas na relaks – mój ulubiony niekosmetyczny sposób na odpoczynek to oglądanie amerykańskich seriali (m.in. „pretty Little liars”, „true blond”, „suit”: ) oraz czytanie książek.

 Tym razem przedstawiam „Zabójczą kolację i inne zagadki medyczne”. Oglądałaś House’a? Interesuje Cię medycyna? Lubisz biologiczne zagadki? Ta książka jest dla Ciebie. Mimo faktu, że nie jest to beletrystyka książkę czyta się bardzo szybko, krótkie, ciekawe rozdziały, sprawiają, że chce się je doczytać do końca. Dobra propozycja do pociągu, tramwaju, autobusu.




Nie trzeba być lekarzem żeby zrozumieć o co chodzi ! 

sobota, 23 czerwca 2012

Bielenda seria z bawełną po raz drugi

Zacznijmy od tego, że nie lubię płynów dwufazowych, uważam, że są tłuste, rozmazują makijaż po połowie twarzy, a do tego często podrażniają mi oczy i widzę po nich jak przez mgłę. Ale oczywiście uwielbiam testować nowe produkty, a o tym płynie przeczytałam tyle dobrych opinii, że postanowiłam sprawdzić. Cena 6,99 też nie jest przerażająca więc postanowiłam płyn zakupić, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć! W końcu udało się, kupiłam ostatni egzemplarz w takiej małej drogerii, czyżby płyn był aż tak rozchwytywany?




A teraz do rzeczy, plusy są takie: produkt nie podrażnia, kosztuje niewiele, jest praktycznie bezzapachowy, nie stwarza efektu zamglonych oczu, makijaż znika z oczu bez żadnego pocierania, wystarczy przyłożyć wacik i tyle.


Minusy: dwie warstwy trudno wymieszać, trzeba porządnie potrząsnąć buteleczką, aplikator to duża dziura z której wylewa się za dużo płynu, a teraz największy minus – produkt zostawia tłustą powłoczkę, nie jest na szczęście aż taka oleista jak np. po dwufazowej ziaji.


Czy kupiłabym go ponownie? Myślę, że tak, przede wszystkim dlatego, że bezproblemowo i bardzo szybko rozpuszcza nawet ciemny makijaż oka. 


Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Glycerin, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract, Hydrolyzed Keratin, Allantoin, Sodium Hyaluronate, Arginine PCA, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Disodium EDTA, Methylparaben, DMDM Hydantoin, CI 17200 (Acid Red 33).

piątek, 22 czerwca 2012

Bubel 2

Pozostając w klimatach kosmetycznych kitów nie można przejść obojętnie obok mgiełki z Avonu, ja akurat dostałam wersję o zapachu arbuzowym, w prezencie był cały zestaw balsam do ciała, żel pod prysznic i właśnie nieszczęsna mgiełka. Balsam wcale nie nawilżał, a żel pod prysznic wysuszał, ale już dawno zużyłam te produkty do dna i uznajmy, że o nich zapomniałam. 




Mgiełka pachnie… alkololem, gdzieś tam można również wyczuć woń chemicznego arbuza, ale przoduje ‘zapach’ spirytusu. Nie ma się czemu dziwić, alkohol zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce w składzie. Nie wiem dlaczego do lekkich, wakacyjnych mgiełek ktoś wpakował takie okropne wonie? Mgiełka jest standartowo zapakowana w wąską, plastikową buteleczkę ze spryskiwaczem.


W kwestii pozytywów mogę powiedzieć tylko tyle, że takie mgiełki kojarzą mi się z beztroskim czasem licealnym.  

czwartek, 21 czerwca 2012

Cegła na twarzy

Dzisiaj przedstawiam bubla – Eveline matująco-wygładzający puder mineralny .



Któtko i na temat: mineralny jest on tylko z nazwy, nie zauważyłam żadnego wygładzenia, na temat matowania się nie wypowiem ponieważ moja skóra się nie świeci. A teraz największa wada: puder niemiłosiernie ciemnieje na twarzy;/ już po 2 – 3 godzinach moja skóra potrzebowała demakijażu ponieważ kolor pudru znacząco różnił się od tego jak wyglądał zaraz po nałożeniu.




Dlatego kupiłam najjaśniejszy odcień dostępny w drogerii żeby nie mieć na twarzy brązowej maski. Plusy produktu: ładne opakowanie z lusterkiem, ale to chyba trochę za mało, prawda? 


to tyle narzekania na dzisiaj, ale mam w zanadrzu jeszcze kilka bubli! 

środa, 20 czerwca 2012

Oko na cienie z inglota


Każda firma kosmetyczna ma swoje hity i kity, cienie inglota bez wątpienia należy zaliczyć do hitów. Przeczytałam na ich temat same pozytywne opinie, używają ich moje koleżanki, a ja sama cieszę się ich jakością od kilku dobrych lat.


Na moich powiekach utrzymują się cały dzień bez bazy, nie rolują się, nie ścierają, nie rozmazują, podczas blendowania nie tracą na intensywności. Paleta barw jest tak obszerna, że z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie, od stonowanych beży i brązów po szalone żółcie i turkusy. 
Jedyny minus jest taki, że cienie mocno się osypują, dlatego ja po prostu nie nakładam dużo na pędzel, nakładane warstwami w małych ilościach nie zrujnują nam makijażu. 

Cienie możemy zakupić w osobnych opakowaniach albo w jako wkłady (okrągłe albo kwadratowe). Ja zawsze kupuje okrągłe wkłady, nie są drogie (10 zł), a ich pojemność sprawia, że bez problemu można je zużyć zanim się przeterminują (tak wiem, jestem przewrażliwiona na tym punkcie, ale nie sądzę, żeby przeterminowane rzeczy były dobre).

Paletka trójka wygląda tak: (najbardziej je lubię ponieważ są małe i bez problemu mieszczą się do kosmetyczki). 


niecodzienne kolory, na imprezę, wieczorne wyjście na drinka: 






cienie, których używam codziennie do pracy: 






to tyle na dzisiaj ;) miłego wieczoru! 

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Affinitone Maybelline


To mój ulubiony podkład (choć nadal szukam ideału, ten jest bliski tego miana), nie zapycha, nie ściera się w ciągu dnia, nie roluje się na twarzy, nie tworzy efektu maski, wygląda na twarzy bardzo naturalnie, nie wysusza skóry, prawda, że brzmi świetnie? A do tego jest łatwo dostępny, w dobrej cenie (ja za swój zapłaciłam 16,49, jego regularna cena to 25,99).  Krycie podkładu określiłabym jako średnie. Ma bardzo rzadką konsystencję, jednak na twarzy, zaraz po aplikacji jego mokre wykończenie zmienia się na pudrowe.

Czy ten produkt na jakieś minusy? Na mojej twarzy tylko jeden: podkreśla suche skórki, z którymi walczę i walczę ;)


zapewnienia producenta: (nie zauważyłam nawilżania, ale na szczęście wysuszenia też nie)


Podkład zapakowany jest w miękką plastikową tubkę, oczywiście wolałałabym wersje z pompką, ale tubka nie jest taka zła, jest bardzo miękka, więc łatwo ją rozciąć żeby wycisnąć produkt do ostatniej kropli.



Podkład kupiłam w kolorze 03 light sandbeige (mówiłam już, że jestem blada jak ściana?) Na zdjęciu (nie wiem dlaczego) wygląda na dość ciemny i pomarańczowy, ale w rzeczywistości jest bardzo jasny.

Xoxo 


niedziela, 17 czerwca 2012

Frappe


Na dworze (tak, jestem z tej części Polski gdzie mówi się: wychodzę na dwór, a nie na pole;) jest bardzo ciepło. A w gorące dni nie ma nic lepszego niż zimna kawa z kostkami lodu i całkiem fajną pianką. A najlepsze jest to, że można ją zrobić w zaciszu własnej kuchni w pięć minut.

Przepis:
Wsypuję do wysokiego naczynia 3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej, łyżeczkę cukru (ilość cukru oczywiście zależy od gustu spożywającego kawę;), dolewam trzy łyżki wody i blenduję do uzyskania piany.


Następnie do szklanki wrzucam dwie/trzy kostki lodu, wlewam kawową pianę i dolewam (do pełna) zimnego mleka (używam 2%, ale słyszałam, że z 3% smakuje lepiej) i tyle.
Oczywiście można dodać do kawy cynamon, kardamon, wanilię albo syrop np. kokosowy albo karmelowy. 

Efekt końcowy: 


:) 

piątek, 15 czerwca 2012

Bielenda seria z bawełną


Subtelne mleczko do ciała (co za dziwna nazwa) stosuję prawie trzy tygodnie i tyle czasu wystarczyło, żeby sprawdzić i przekonać się o właściwościach tego produktu. Mleczko jest świetne: bardzo dobrze nawilża, szybko się wchłania, - kiedy aplikuję je na ramiona nogi są już wchłonięte ;) nie wiem jak pachnie bawełna, ale to mleczko ma przyjemny, kwiatowy zapach.




Zapakowane jest w butelkę z miękkiego plastiku, co ułatwi wyciśnięcie mleczka do ostatniej kropli. Mleczko ma lejącą się konsystencję, charakterystyczną dla tego typu produktów. Niestety nie jest to wydajny produkt (zużyłam już 3/4), ale ze względu na świetne działanie można mu to wybaczyć.



 Byłam ciekawa innych produktów z serii z bawełną, dlatego kupiłam dwufazowy płyn do demakijażu oczy, jestem w fazie testów : )