środa, 2 maja 2012

Krótka opowieść o tym, że książka może uratować życie


Na samym początku trzeba dobitnie zaznaczyć, że jestem uzależniona od czytania. Uwielbiam te chwile kiedy otwieram książkę i nie wiem co się wydarzy, kiedy wieczorem w ciszy, przy dobrej herbacie z książką w ręce uspokajam się po całym męczącym dniu, kiedy po przeczytaniu książki poświęcam trochę czasu na to, żeby pomyśleć o bohaterach, opisanych wydarzeniach, o zakończeniu.


 A nawiązując co tytułu postu: tak, uważam, że książka może uratować życie oraz wpłynąć na jego jakość. Nie mam tutaj absolutnie na myśli publikacji o pozytywnym myśleniu, o przyciąganiu szczęścia i tego typu radosnych motywacjach, w które generalnie nie wierzę.  Czy gdyby całe miasteczko przeczytało książkę typu ‘bądź szczęśliwy od zaraz’ to faktycznie wszystkim by się udało?? Wszystkim?? Przykładowo trzystu tysiącom? W tym samym czasie?
Ale do rzeczy! Każdy człowiek ma w swoim życiu kiepski czas: strata pracy, oblany rok na uczelni, zdrada albo milion smutnych rzeczy, które się przydarzają. Kiedy nie pomaga rodzina, spotkania z przyjaciółmi, warto oderwać się od rzeczywistości i przenieść w inny świat, poznać miejsca, w których nawet jeśli ktoś cierpi to nas to nie dotyczy. Spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy, przez pryzmat fikcyjnych wydarzeń, które być może do czegoś nas zainspirują. I właśnie dlatego będę pisać o książkach!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz