wtorek, 1 maja 2012

Inspektor Gadżet


Nie, post nie będzie o tej bajce, chociaż na usta (klawiaturę) ciśnie mi się tekst „dalej, dalej ręce Gadżeta” :D  Gadżety mają to do siebie, że nie są niezbędne, ale jak już je posiadamy uprzyjemniają nam codzienność.

Zacznę od tych najbanalniejszych: spinka (niby profesjonalna, fryzjerska, a tak naprawdę to zwykły kawałek plastiku) jest mała, poręczna i niepozorna, ale bardzo dobrze trzyma włosy, jednocześnie ich nie ciąganie ani nie szarpie. Ułatwia podzielenie włosów na pasma przy stylizacji, nakładaniu maseczek etc. Łatwo ją utrzymać w czystości. Dobrze wydane dwa złote. Kolejnym niebanalnym gadżetem jest czepek – sprawa, że maseczka nie zasycha na włosach, a olejek nie brudzi wszystkiego dookoła. Nadaje mi wygląd pani ze stołówki, ale to naprawdę praktyczna rzecz. 

Sławny tanglee teezer – wszyscy o nim mówią, niemal każdy go ma. Wiele kolorów do wyboru. I pytanie: czy to tylko kawałek plastiku w odblaskowych kolorach czy coś więcej? Dla mnie to nie gadżet to cudotwórca. Mam włosy z ogromną tendencją do plątania się. Za każdym razem po myciu moje włosy przypominają gniazdo. Ta szczotka rozczesuje włosy, nie szarpie, nie wyrywa, po prostu ideał! Minusem jest oczywiście dostępność i cena. Ja swoją kupiłam rok temu na allegro. Nie wyobrażam sobie teraz bez niej czesania włosów. Chciałabym jeszcze wersje podróżną, ale 70zł skutecznie mnie odstrasza.

Zgrany duet od Remington’a czyli suszarka (model D5005) i prostownica. Co tu dużo pisać suszarka ma funkcję jonizacji (na czym najbardziej mi zależało), posiada opcję „Eco” dzięki czemu zużywa mniej energii (mówiąc szczerze nie wiem czy to zwykły marketingowy chwyt, czy faktycznie tak jest, ale zapobiegawczo używam tej opcji), trzystopniową regulację ciepła, dwustopniową regulację siły nawiewu oraz przełącznik chłodnego powietrza. Prostownica nie jest górno półkowym gadżetem, zwykła, bez regulacji temperatury (nad czym ubolewam), z płytkami z powłoką ceramiczną. Szybko się nagrzewa i skutecznie prostuje moje niesforne włosy.



 A na koniec hipermarketowy hit! Lokówka stożkowa prosto z Carrefour. Kosztowała całe 25 zł. Sprawdza się doskonale: szybko się nagrzewa (szybko też stygnie), pokryta jest ceramiczną powłoką, robi to co ma robić – kręci włosy w piękne fale, grube loki, a nawet baranka na głowie nam zrobi.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz