niedziela, 11 lutego 2018

A w styczniu

Nie działo się za wiele, ta zima już mocno daje mi się we znaki, brakuje mi słońca, energii, wyjazdów, spacerów etc. Miałam za to dużo czasu na czytanie i mam Wam dzisiaj do polecenia dwie książki i gazetę.


Chyba wszyscy znają książki Jojo Moyes, jeśli jednak nie czytałyście jej najnowszej powieści "ostatni list od kochanka" warto nadrobić zaległości :) Wiem, że tytuł nie powala i wskazuje na jakieś ckliwe czytadło, ale mnie ta historia dosłownie porwała, to taka książka do przeczytania w jeden weekend, albo nawet szybciej. Jak to często u Moyes bywa mamy dwie czasoprzestrzenie: współczesną oraz lata 50. Obie historie to opowieści o kobietach oraz ich życiu emocjonalnym, o trudnych przeżyciach, kłamstwach, zdradach, rozstaniach, o bolesnym mijaniu się, o miłości nie w porę. Zachwyciła mnie ta książka i jeszcze długo po przeczytaniu o niej myślałam. Ma w sobie coś ujmującego. 


Natomiast "wielki ogarniacz życia czyli jak być szczęśliwym nie robiąc niczego" to pozycja przy której śmiałam się na głos. Nie ma tutaj wielu stron i ogromu tekstu, ale w tej rysunkowej, oszczędnej formie wszystko jest w punkt. W czasach wyidealizowanych ludzi, dążących do perfekcji w każdej dziedzinie życie przesłanie tej książki jest bardzo aktualne. Odpuść sobie, nie ma ludzi idealnych, nie musisz robić wszystkiego na sto procent. Skłania do refleksji. Z pewnością przeczytam ją ponownie za jakiś czas. 
A czy Wy wracacie do tej samej książki ponownie? Moim osobistym rekordem jest chyba Harry Potter, każdą z części czytałam kilka razy. Gdy mam gorszy czas i chcę się oderwać od rzeczywistości, albo poprawić sobie humor w jesienne wieczory.


W styczniu zadebiutował nowy miesięcznik "Pismo. Magazyn opinii". Byłam go bardzo ciekawa i w dniu premiery już był u mnie. Podoba mi się w tym piśmie przede wszystkim długość i nieszablonowość tekstu, mamy tutaj artykuły na kilka stron, co sprawia, że faktycznie temat jest przemyślany i dobrze opisany. Jak zawsze nie ze wszystkim, co przeczytałam się zgadzam, duży sprzeciw wywołał we mnie artykuł o współczesnym analfabetyzmie, ale podoba mi się to, że nie dostajemy takiej łatwo przyswajalnej papki, ale znowu jest to coś, nad czym warto się zastanowić. Widziałam, że jest już lutowy numer, ale jego lektura nadal przede mną.
A mam teraz co czytać,ponieważ skorzystałam z promocji na stronie wydawnictwa Znak i każda z poniższych książek była przeceniona na 10 zł, polecam Wam zapisać się do newslettera ponieważ często mają rewelacyjne ceny.


Ponieważ nie samą literaturą człowiek żyje mam Wam do polecenia jesienno-zimowe przedmioty pierwszej potrzeby czyli świecę i kubek. 


Kubek w ciapki jest z Ikea i przypomina mi trochę paletę do farb. Kosztował 5,99 zł i mieści w sobie całkiem sporo herbaty, dokładnie 480 ml! Uwielbiam go.


Świecę z Hagi cosmetics o zapachu wakacje na Bali dostałam w prezencie świątecznym, palę ją często, a nie zużyłam jeszcze połowy. Pachnie wspaniale, tak słodko-kwaśno, trochę kokosem, a trochę trawą cytrynową. Jej jedyny minus to sposób wypalania się, zawsze zwracam uwagę na to, żeby nie gasić świecy zanim dobrze się rozpali, a tutaj niestety mimo moich usilnych starań świeca wypala się nierówno, są na to oczywiście sposoby, ale szkoda, że trzeba kombinować. Podoba mi się bardzo opakowanie typu słoik oraz design etykiety. Świeca jest zrobiona z naturalnych olejków eterycznych i wosku sojowego. Poza tym ze względu na jej wydajność, zapach i jego intensywność oraz całkiem znośną cenę z pewnością skuszę się na inne wersje zapachowe. 


Moja faza na czerwień nie mija, w ostatnich miesiącach do mojej szafy wpadła koszulka z pln'ów z czerwonymi ustami i napisem 'kiss' oraz sweterek z f&f. Koszulki z pln'ów sprawdzają się u mnie rewelacyjnie, wiem, że 99 zł to sporo jak na t-shirt jednak ich jakość całkowicie uzasadnia cenę.


Kupiłam też nową czerwień od semilac czyli poppy red i tutaj kolor całkowicie odpowiada nazwie. Czerwony jak maki. Niestety nie umiem zrobić ładnego zdjęcia dłoni, zawsze moje paznokcie wyglądają jakoś dziwacznie :)
To tyle u mnie, dajcie znać jakie przedmioty/książki/seriale umilały Wam styczeń.
Życzę Wam miłego popołudnia/wieczoru. Do następnego!

niedziela, 4 lutego 2018

Ulubieńcy stycznia

Pod koniec ubiegłego roku wykończyłam ogromną liczbę produktów, tym samym wpadło mi sporo nowości, zrobiłam im nawet zdjęcia, ale tyle tego wyszło, że poczułam się przytłoczona wizją pisania posta-tasiemca i stwierdziłam, że po prostu te produkty i tak się na blogu pojawią tylko przy innych okazjach :) Tymczasem czas na ulubieńców stycznia, jak zawsze mam tutaj samą pielęgnację, ale tym razem to tylko dlatego, że o kolorówce pojawi się osobny wpis. 


Najpierw mój ulubiony duet czyli mikrodermabrazja i maska do twarzy. 
O nawilżającej mikrodermabrazji od Mincer Pharma słyszałam wiele dobrego, kiedy skończyłam mój peeling to twarzy stwierdziłam, że to idealna okazja do jej wypróbowania. Mamy tutaj kremową bazę (zaskoczył mnie jej żółty kolor) wypełnioną malutkimi, ostrymi drobinkami. Ze względu na moją wrażliwą skórę byłam przekonana, że będę tego produktu używała wyłącznie do strefy T, ale okazało się, że nie jest to aż taki mocny zdzierak jak sądziłam i teraz używam go do całej twarzy. Wiele zależy od tempa i siły nacisku naszych dłoni. Ostatecznie zdaniem producenta nadaje się to wszystkich typów cery. 
Produkt pachnie cytrusowo, ale jest to zapach delikatny, a nie mocny i męczący. Po jego aplikacji cera jest gładka, promienna oczyszczona i przygotowana na kolejne etapy pielęgnacji. Bardzo lubię sięgać po ten produkt przed maską.


Już kiedyś wspominałam, że jestem ciekawa maski goodbye red skin od Nacomi. W końcu zamówiłam ją przez internet (online jest dużo tańsza niż np. w Hebe) i z przyjemnością używam cały styczeń, z pewnością zużyłam już ponad połowę opakowania (a mamy tutaj 85 ml). Maska zawiera m.in. czerwoną glinkę, glicerynę, pantenol i olejek z dzikiej róży. Zdaniem producenta maseczka działa łagodząco, rozjaśnia cerę, sprawia, że staje się promienna i faktycznie ze wszystkim tym się zgadzam. Dodam jeszcze, że przyjemnie nawilża i uelastycznia skórę. Teraz mam ochotę przetestować wersję nawilżającą. 
Od półtora miesiąca z ogromną przyjemnością stosuję pod oczy krem Nacomi agranowy krem pod oczy. Nakładam go na noc grubszą warstwą, tworzy bardzo przyjemną okluzję pod okiem :) Od pierwszej aplikacji polubiłam go za natychmiastowe uczucie ukojenia i nawilżenia. Uważam, że w tej kategorii cenowej (ok. 25 zł) jest to najlepszy produkt z możliwych. Powoli dotykam denka i z pewnością kupię kolejne opakowanie. Chwilową przestałam szukać innego kremu pod oczy.


Miałam w styczniu bardzo silną reakcję alergiczną,nie chciałam mojej podrażnionej, zaczerwienionej i piekącej skóry myć czymś co mogłoby ją tylko dodatkowo podrażnić i wtedy sięgnęłam po krem pod prysznic Alterra bio pomarańcza i bio wanilia. Produkt w tej roli sprawdził się rewelacyjnie. Jest bardzo delikatny i pięknie pachnie, dla mnie to zapach sernika ze skórką pomarańczową. Nie bez przyczyny producent nazwał ten produkt kremem, a nie żelem ponieważ mamy tutaj typowo kremową konsystencję, która się nie pieni. Pod prysznicem mam wrażenie jakbym się myła balsamem do ciała. Może nie jest do produkt do użycia np. po siłowni, ale zapewnia mi bardzo delikatną pielęgnację, dodatkowo nie przesusza skóry. Cieszę się, że w końcu go przetestowała.
To tyle w kwestii moich ulubieńców, życzę Wam spokojnego popołudnia, a sama wracam na kanapę pod koc, ponieważ niestety rozkłada mnie jakieś przeziębienie.
Do następnego! 

niedziela, 31 grudnia 2017

Posumowanie roku

Tradycyjnie w ostatni dzień roku czas na małe podsumowanie. Gdybym miała ten rok opisać jednym słowem powiedziałabym "zmiany", ale jak wiecie uważam, że zmiany są dobre i zawsze podchodzę do nich z pozytywnym nastawieniem. 


Za mną wiele stresujących sytuacji, jedna wizyta w szpitalu, jedna zepsuta pralka, ale wiem, że mam też za co dziękować i okazywać wdzięczność. To kolejny rok przeżyty w spokoju i zdrowiu, razem z rodziną, przyjaciółmi i moim najlepszym na świecie (nadal ;) narzeczonym. 
W tym roku zmieniłam pracę, wprowadziliśmy się do własnego mieszkania, wcześniej robiąc w nim generalny remont. 
W 2017 przeczytałam 56 książek, odwiedziłam 4 muzea, obejrzałam retransmisję baletu Bolszoi, byłam na 4 koncertach, ale niestety tylko raz w teatrze (wynik do poprawy w przyszłym roku:).
Żegnam rok 2017 bez żalu, szczęsliwa, w dobrym humorze, czekam na to, co przyniesie kolejny rok. 
Jak zawsze piszę tego posta w towarzystwie mojego najwierniejszego Janusza:


Życzę Wam wspaniałej zabawy sylwestrowej, mam nadzieję, że rok 2018 będzie przepełniony wspaniałymi wydarzeniami, dobrą energią i spełnionymi marzeniami.

piątek, 29 grudnia 2017

Ulubieńcy grudnia

Koniec miesiąca to czas na ulubieńców, mam kilka pielęgnacyjnych kosmetyków, które zasłużyły na to miano w grudniu, bez zbędnego przedłużania zaczynamy:


olejek w balsamie z Nivea to moje ogromne i bardzo pozytywne zaskoczenie! Mimo olejku w nazwie produkt jest bardzo lekki, absolutnie nie ma w nim nic tłustego i bardzo szybko się wchłania, wręcz ekspresowo. Po jego zastosowaniu skóra jest miękka, nawilżona i ładnie pachnąca. Nie jest to oczywiście najwyższy poziom nawilżenia, jaki możemy spotkać w kosmetykach, dla mnie to taki produkt do codziennego stosowania, ewentualnie na zmianę z czymś o cięższej formule. Zużyłam już 3/4 opakowania i z pewnością kupię go ponownie. Jest jeszcze dostępny w innych wersjach: róża, kakao i wanilia, ale ten z kwiatem wiśni spodobał mi się najbardziej.


Po kilku latach wróciłam do maseczki z Flosleku przeznaczonej do cery naczynkowej. Zgodnie z zaleceniem producenta maskę należy nakładać przez 7 dni codziennie, a następnie 2-3 razy w tygodniu. Tak też zrobiłam :) Ze względu na aktualne warunki atmosferyczne, ogrzewanie, zmianę temperatur moja cera często się czerwieni, czasem aż mnie piecze i wtedy nakładam ten produkt jako kompres. Maseczka łagodzi zaczerwienienia, koi skórę i szybko przynosi ulgę. Dodatkowo ma kremową konsystencję więc łatwo się nakłada i równie łatwo zmywa. Jeśli Wasza cera reaguje podobnie, polecam wypróbować krem-maskę z Flosleku. Oczywiście najważniejsze jest to, że działa, ale jest też łatwo dostępna (kupowałam w superpharmie) i w dobrej cenie (ok. 19 zł).
Z chęcią zużyję do końca, a wczoraj zamówiłam maskę z Nacomi również do cery z zaczerwienieniami, jestem jej bardzo ciekawa. 


Jeśli szukacie kosmetyku do demakijażu z dobrym składem, delikatnie działającego i w całkiem przystępnej cenie to polecam Wam piankę z cosnature. Jej jedyny minus to zapach sztucznej cytryny, taki trochę jak odświeżacz do łazienki, na szczęście czuć go tylko podczas aplikacji, poza tym mamy zdecydowanie więcej plusów. Pianka jest bardzo wydajna, nadaje się jako samodzielny produkt do demakijażu, jak również do zmywania olejku z twarzy (i tak stosuję ją najczęściej), absolutnie nie podrażnia (aplikuję na całą twarz, w tym również na powieki) i nie przesusza. 
Używam jej z dużą przyjemnością.
Na koniec również kosmetyk do demakijażu: płyn dwufazowy z Nivea. Słyszałam o nim wiele pozytywnych opinii i cóż, nie dziwię się. Wybrałam wersję dla oczu wrażliwych i muszę przyznać, że po aplikacji oczy nie są zaczerwienione, nie pieką. Wszystko w tym produkcie mi odpowiada, nie jest zbyt tłusty, obie fazy dobrze się ze sobą łączą i nie wracają za szybko do pierwotnego stanu, nie podrażnia, nie ma po aplikacji wrażenia, że widzę przez mgłę. Doskonale radzi sobie nawet z ciemnym makijażem, szybko go rozpuszcza, nie ma potrzeby mocnego tarcia. Fakt, że nie przetestowałam wielu dwufazowych produktów do demakijażu, skutecznie do takich formuł zniechęciła mnie ziaja, po której miałam wrażenie, że wypali mi oczy, ale cieszę się, że sięgnęłam po ten produkt, ponieważ sprawdza się u mnie świetnie.
To tyle moich ulubieńców, jakie kosmetyki Wam umilały grudzień?
Do następnego!

niedziela, 17 grudnia 2017

Świąteczne klimaty

Czujecie już klimat świąt? Ja bardzo :) Uwielbiam ten czas w roku. Zawsze staram się go maksymalnie wykorzystać, w znacznej mierze na zimowe przyjemności - gorąca czekolada z piankami, spacer po jarmarku bożonarodzeniowym, wieczory pod kocem przy świecach o zapachu jabłek z cynamonem etc.
W zeszłym tygodniu postanowiłam wyciągnąć moje świąteczne ozdoby, ale okazało się, że poduszki z biedronki są już mocno sprane i wysłużone, trzeba je zamienić na coś innego, a reszta ozdób to wyłącznie rzeczy 'okołochoinkowe'. Tym samym mam Wam do pokazania moje świąteczne nowości:


Poduszka z pepco (14,99 zł), bardzo podoba mi się to połączenie kolorystyczne, poza jeleniem były jeszcze z motywem serca i gwiazdy. 


Nic więcej mi się w pepco nie podobało więc weszłam do Kika, kupiłam tam czerwony świecznik (8,99 zł), bardzo ładnie wygląda z palącą się świecą w środku oraz białą, ceramiczną miseczkę w kształcie gwiazdy (z tego co pamiętam kosztowała 12,99 zł).
Nie wiem, kto zjadł resztę cukierków ;)


Nie mogło się obyć bez kilku czerwonych dodatków: gwiazdy betlejemskiej (lidl 9,99 zł), ceramicznej latarenki (jysk 19,99 zł), drewnianego renifera (znowu Kik 8,99 zł) oraz choinki (rossmann, po raz kolejny nie jestem pewna ceny, coś około 10 zł). 




To niemal wszystkie moje świąteczne ozdoby, jak widzicie nie ma tego bardzo dużo. Wszystkie te rzeczy kupowałam tydzień temu, zatem zdecydowana większość z nich jest jeszcze dostępna.


Na koniec najważniejsze czyli choinka. W tym roku, tak jak w poprzednim zdecydowaliśmy się na żywą (uwielbiam za nieregularny kształt, kolor i oczywiście zapach) jodłę kaukaską ubrana jest w ozdoby m.in. z drewna, papieru, szydełkowe. Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba, tutaj również kolor dominujący to czerwony, uważam, że bardzo pasuję to mojego biało-szarego wnętrza.
A jaki świąteczny kolor dominuje u Was? Biały, złoty, srebrny, a może też czerwony?
To tyle u mnie, życzę nam, aby ten tydzień do świąt zleciał szybko!
Do następnego!

środa, 13 grudnia 2017

Ulubieńcy listopada

W listopadzie dużo się działo i kwestie kosmetyczne odeszły na dalszy plan, nie zmienia to jednak faktu, że kilka bardzo dobrych produktów mam Wam do polecenia, jak zawsze brak kolorówki, ale mam jej ostatnio jakoś tak mało :)


Maska z glinką L'oreal to genialny produkt, jeśli macie włosy przetłuszczające się. Stosujemy ją na suche włosy przed myciem, niestety producent na opakowaniu nie określił przez jaki czas trzeba trzymać produkt na włosach, ja zmywam ją po ok. 15 minutach. Maska działa dokładnie w ten sam sposób, co maski z glinki, które możemy sobie samodzielnie rozrobić, zasycha na włosach i trzeba poświęcić trochę czasu, żeby ją myć, ale efekt jest tego wart. W zamian dostajemy włosy bardzo oczyszczone i uniesione u nasady. Maska ładnie pachnie i faktycznie włosy się po niej mniej przetłuszczają. W mojej już widać denko, ale na pewno kupię kolejne opakowanie.


Lubię olejki do demakijażu, tym razem sięgnęłam po Vianek łagodzący olejek do demakijażu z maceratem z rumianku. W składzie mamy tutaj m.in. olejek z pestek winogron, kokosowy, słonecznikowy. Produkt jest delikatny, absolutnie nie podrażnia, z powodzeniem rozpuszcza cały makijaż, w tym tusz, cienie, kredki. Jest lżejszy niż np. olejek z Resibo. Sięgam po niego z przyjemnością. 


Na koniec dwa produkty, które stosowałam razem czyli serum advanced night repair oraz krem revitalizing supreme + oba z Estee Lauder. Byłam tego serum bardzo, bardzo ciekawa, czytałam i słyszałam wiele pozytywnych opinii i sama chciałam się przekonać czy jest takie dobre. Co powiedzieć? Jest! Serum ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, podczas rozprowadzania delikatnie się klei, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Jest też bardzo wydajne 7 ml miniaturka wystarczyła mi na niemal miesiąc stosowania raz dziennie. Moja cera jesienią i zimą nie wygląda zbyt dobrze, a to serum sprawiło, że cera jest bardziej rozświetlona, odżywiona, miękka. 


Krem sprawdza się równie dobrze, ma bogatą konsystencję, łatwo się rozprowadza i bardzo dobrze nawilża, stanowi dobrze dobrane uzupełnienie dla serum. Tutaj jednak przeszkadzała mi jedna rzecz - zapach. Ten krem pachnie ciężko, kojarzył mi się z kwiatami z cmentarza, wiem nieprzyjemne skojarzenie, ale tak właśnie było. Nie zmienia to faktu, że chętnie za jakiś czas ponownie sięgnę po tę parę. Zestaw miniatur kosztuje 49 zł w sephorze i myślę, że to idealny sposób na zaserwowanie swojej cerze takiej terapii odżywczej.
Jacy są Wasi ulubieńcy listopada?
Do następnego!

sobota, 9 grudnia 2017

Świąteczna chciejlista

Żyjemy w świecie wiecznie nowych potrzeb, chociaż staram się podchodzić do zakupów racjonalnie i nie kupować wszystkiego, co mi się podoba, albo jest tanie, albo kiedyś mi się przyda, to nadal jest wiele rzeczy, które chętnie bym przygarnęła.
Stwierdziłam, że zrobię sobie taką listę do zrealizowania w najbliższych miesiącach. Zobaczymy co z tego wyjdzie. 


Moja tegoroczna miłość do czerwieni nie mija i mam ochotę na czerwony kardigan, na koszulkę z pln textylia z czerwonymi ustami oraz na kolejną torebkę marki Paulina Schaedel, tak również czerwoną, model to mimi bag. 
Czytam dużo i zawsze mam na oku kolejną książkę do przeczytania. Tutaj też się ograniczam, sporo książek pożyczam, albo kupuję ebooki w promocyjnych cenach, jednak "Historię Designu" chcę mieć na swoim regale przede wszystkim dlatego, że to duży album, do przeczytania i oglądania.
Nie mam szlafroka, a ostatnio jakoś tak mi zimno i wieczorami na piżamę zakładam jakiś duży kardigan, chętnie bym go zmieniła właśnie na szlafrok. Koniecznie z dobrym składem, najlepiej z wiskozy albo bawełny, wszelkie poliestry odpadają :)
Musiałam, po prostu musiałam umieścić tutaj kilka kosmetycznych rzeczy. Bardzo chętnie przetestowałabym z Diora więcej kolorówki niż tylko podkład. W tym świątecznym zestawie mamy tusz pump'n'volume oraz miniaturę paletki z pięcioma cieniami, idealnymi do dziennego makijażu.
Jestem ciekawa nowego kremu rozświetlającego z resibo, podoba mi się filozofia tej marki w kwestii składów kosmetyków i designu opakowań. Poczekam jeszcze na jakieś recenzje.
Na koniec koncentrat z Yoskine na plamy i przebarwienia, sama nie zwróciłabym uwagi na ten kosmetyk, ale jakiś czas temu dostałam próbkę i bardzo mi się spodobał. Ma lekką, jedwabistą konsystencję, ładny zapach i szybko się wchłania. Tyle mogę powiedzieć po tej próbce. Zdaniem producenta odżywia, nawilża, niweluje przebarwienia i zaczerwienienia. Chętnie sprawdzę.

Co wam ostatnio wpadło w oko albo do koszyka? :)
To tyle u mnie, zbieram się na koncert Comy, a Wam życzę miłego wieczoru!
Do następnego.